Życie jest
darem Boga.
Darem, którym tylko Bóg może obdarzać.
I Bóg w swojej pokorze dał mężczyźnie i kobiecie zdolność współpracy z Nim
w przekazywaniu życia.

Matka Teresa z Kalkuty



Utracone dzieci   autor: Magdalena

Czas wspomnień

Kilka tygodni temu moja młodsza córka Krysia poroniła swoje pierwsze dziecko. Umarło, kiedy miało 1,5 miesiąca od poczęcia. To martwe dzieciątko nosiła jeszcze dwa tygodnie. Przeżycie było straszne dla niej i jej męża. To bolesne doświadczenie sprawiło, że odżyły we mnie wspomnienia z mojej młodości. A jak było w latach mojej młodości? Można było współżyć z mężczyzną do woli, bo łatwo było usunąć ciążę. Aborcji poddawały się nie tylko niewierzące kobiety, ale i te, które chodziły do kościoła.

Zawiłe koleje życia

Moi rodzice byli ateistami. Wprawdzie ja i brat byliśmy ochrzczeni, ale wychowywani na ateistów. Nie znałam modlitw, nie chodziłam do kościoła ani na religię. O Bogu coś mi się obiło o uszy, ale przykład rodziców robił swoje. Ojciec mówił, że religia ogłupia. Kiedy urodził się mój brat, poznałam samotność. Zajmował on mamie i babci bardzo wiele czasu, gdyż był chory. Ojca nic nie obchodziło. Kiedy dorastałam, zaczęłam się buntować. Była we mnie ogromna złość i poczucie strasznej niesprawiedliwości. Wierzyłam ojcu, że nie ma Boga, ale ta świadomość wpędzała mnie w depresję. Nie widziałam sensu życia. Moje relacje z ludźmi były bardzo płytkie. Byłam coraz bardziej samotna. Gorąco pragnęłam wyjść z tej samotności i uznałam, że dojdę do tego, utrzymując bliskie relacje z mężczyznami. Brakowało mi ojca, który nas nie kochał. Pięć lat obozów koncentracyjnych okaleczyło go emocjonalnie.

Mężczyźni nie interesowali się mną jako osobą. Dla nich liczył się tylko seks. Były jednak zbliżenia. No i niestety były tego konsekwencje, a były to ciąże. Zanim poznałam mojego męża, dwukrotnie usuwałam ciążę, a wychodząc za mąż miałam 20 lat. Moi rodzice nic o tym nie wiedzieli, nawet nie wiem, jak by zareagowali. Przeżycia związane z moim stanem fizycznym i psychicznym ukrywałam przed rodzicami, a nikogo innego nie było, komu mogłabym się zwierzyć. Prawdę mówiąc, nie wiedziałam, kto był ojcem tych dzieci. Kiedy poznałam mojego męża, chciałam mu opowiedzieć o sobie, ale nie chciał słuchać. Dla mnie wówczas to było wygodne. Raz poddałam się aborcji na życzenie męża. Już mieliśmy jedno dziecko i mąż nie chciał mieć więcej. O mało nie umarłam, miałam sepsę, ale wyszłam z tego.

Nie byłam wierną żoną. Przysięgałam w dniu ślubu kościelnego wierność, ale były to tylko puste słowa. Byłam zdemoralizowana i nieszczęśliwa. W tym straszliwym mroku przychodziła mi myśl: "Teraz jesteś nieszczęśliwa, ale umierać będziesz szczęśliwa". Zrodziła się we mnie nadzieja. Na horyzoncie mojego życia zaczęło się przejaśniać. Powoli dochodziłam do wiary. Otrzymałam natchnienie od Ducha Świętego, że dziecko jest człowiekiem od poczęcia i że każda aborcja jest zabiciem człowieka. Zaczęłam wierzyć w Boga. Od tego czasu zaczęłam rodzić dzieci. I choć byłam jeszcze namawiana przez najbliższe osoby do "pozbycia się" ich, wiedziałam już, że ja te dzieci będę rodzić dla siebie i dla Boga. Zrozumiałam, że wszyscy ludzie są dziećmi Boga, od początku do końca są ludźmi powołanymi do życia przez Boga. Nikt mi tego nie mówił, ale wiedziałam.

Co Bóg dla mnie uczynił?

Widzę wyraźnie starania Boże o moją duszę. Długa to była droga. Kiedy miałam 38 lat, trafiłam do Niepokalanowa w drugi dzień świąt Wielkanocy 1985 r. Zrozumiałam, że Niepokalanów jest tym miejscem, w którym znajdę ratunek dla siebie i rodziny. Odnalazłam Pana Jezusa, Niepokalaną i św. Maksymiliana. W niewinności, miłości i czystości Niepokalanej obmywałam się z mojego brudu duchowego. Wstąpiłam do Rycerstwa Niepokalanej. Były to najszczęśliwsze, ale i bardzo trudne chwile w moim życiu. Zaczęłam regularnie uczestniczyć w życiu Kościoła, przystępowałam do sakramentów świętych.

Kiedy miałam 42 lata, zachorowałam na raka żołądka. Wycięto mi cały żołądek i węzły chłonne. Po operacji był nawet taki moment, że prowadziłam grupę MI, choć często miałam wysokie gorączki. W końcu liczne choroby mnie zmogły i musiałam zrezygnować z działalności. Z każdym rokiem było gorzej. Przestałam wychodzić z domu, ale ksiądz przychodzi do mnie co miesiąc z Panem Jezusem.

Złapać stracony czas

Ciągle przychodzi wspomnienie utraconych w tak brutalny sposób moich dzieci i jest to bardzo bolesne. Przez wiele lat usiłowałam zapomnieć, ale się nie dało. Dzięki miłosierdziu Bożemu zaczęłam mieć świadomość dalszego istnienia moich zabitych dzieci. Jednak to, co się stało, czyli to, że moja córka Krysia poroniła, wzbudziło we mnie głębokie pragnienie, by zrobić coś dobrego dla dzieci poczętych. Kiedyś przystępowałam dwukrotnie do adopcji poczętego dziecka. Chciałabym należeć do jakiejś grupy osób z Rycerstwa Niepokalanej, które by poświęciły się dzieciom poczętym. Niewiele mogę, mogę się modlić, ale nie chcę być sama.

Jeśli jesteś w stanie błogosławionym i szukasz wsparcia, możesz zadzwonić pod następujące numery telefonów:
Telefon nadziei - 0800 112 800 (bezpłatny, pn.-pt. w godz. 15.00-7.00, pozostałe dni - całą dobę)
Jasnogórski Telefon Zaufania - 034 365 22 55 (w godz. 20.00-24.00) Kontakt z Webmasterem: mi3@neostrada.pl