Życie jest
darem Boga.
Darem, którym tylko Bóg może obdarzać.
I Bóg w swojej pokorze dał mężczyźnie i kobiecie zdolność współpracy z Nim
w przekazywaniu życia.

Matka Teresa z Kalkuty



Grzech zatajony i adopcja   autor: Siostra klauzurowa

Piszę, ponieważ chciałam podzielić się pewnymi zdarzeniami, które wydaje mi się, miały związek z duchowa adopcją, a są dla mnie znakiem działania Bożego.

Pierwsze dzieciątko adoptowałam w 2000 roku, gdy znalazłam przypadkiem ulotkę w kościele... Po adoptowaniu trzeciego dziecka, pomyślałam, że to chyba już wystarczy..., zdaje się, że miałam ze dwa lata przerwy, do momentu, gdy przyśniły mi się dzieci nienarodzone. Były one w postaci niemowląt, w cierpieniu i płaczu, i było ich tak wiele, jakbym miała przed sobą morze tych dzieci. Ktoś mi we śnie tłumaczył, że to były dzieci niechciane i niekochane... Obudziłam się w powodu tego płaczu, sama w jakimś lamencie serca.

A że sen był bardzo żywy, więc pomyślałam, choć w sny nie wierze, że może trzeba adoptować dzieciątko, to przecież nie szkodzi. I tak uczyniłam.

A ponieważ tak się jakoś przejęłam tymi dziećmi, że niektórym osobom opowiadałam co mi się przyśniło, z myślą, że może kogoś też zachęcę do adopcji.

Przyjechała tez do mnie Rodzina w odwiedziny i im ten opowiedziałam. Widziałam ich przejęcie w oczach, a chwilę wcześniej mój Tata wręczył mi list, z prośbą żebym go przeczytała kiedy pojadą. Rozmawialiśmy tez o rodzinie, dzieciach i powiedziałam to co nosiłam jakoś w sercu, że bardzo bym chciała żeby nas była piątka dzieci w sumie, żeby jeszcze był ktoś jeden.

Gdy rodzina pojechała, przeczytałam ten list, w którym Tata wyznał, bo miał taka wewnętrzną potrzebę, że jeszcze przed ślubem, zabili swoje pierwsze dziecko. To były pierwsze miesiące, więc wystarczyły jakieś zastrzyki. Zostali namówieni przez rodziców Taty, starszą siostrę - "bo co ludzie powiedzą i że są jeszcze za młodzi". Mama miała 17 lat. Tata pisał, że jako rodzice do dziś bardzo tego żałują, że to była największa głupota... Potem Tata napisał jeszcze jeden list, ponieważ był pod wrażeniem tego snu, bo właśnie w tamte noce mocował się z sobą, czy mi o tym napisać. Okazało się też, że jego rodzice i ta siostra, też zamordowali swe dzieci, a ta siostra namówiła jeszcze dwie swoje synowe, jedna z nich nie może mieć w ogóle przez to dzieci.

To co Tata napisał, wyznał, było ważne, ale ja nie wyczułam w liście Łaski sakramentu spowiedzi - doznania przebaczenia.

I rzeczywiście, okazało się, że Tata nigdy się z tego nie spowiadał i tak przez ponad 30 lat w takim stanie przyjmował sakramenty, w tym sakrament małżeństwa. A myśmy się nie mogli w domu nadziwić, jak to jest, że on przyjmuje sakramenty, modli się, a jest tak trudnym człowiekiem, nie do życia... I wysłałam Tatę do spowiedzi z tym grzechem zatajonym. Mama od razu się wyspowiadała i później jeszcze miała 2 spowiedzi generalne.

Tata się zmienia od tamtego czasu, świadomie przygotowuje się do sakramentów, modli się, dużo myśli o Bogu, uporządkowaniu przeszłości, tylko wiem, że w tym wieku - prawie 60-tka, to już trudno zmienić charakter... Tata też adoptował dwoje dzieci - w swym przejęciu - dwoje naraz, choć tłumaczyłam mu, że można tylko jedno...

Sprawa ta, pozwala mi lepiej poznać Boże działanie, Jego Miłosierdzie, to jak On szuka zagubionych owieczek, jak leczy poranione... tyle lat... I jeszcze jedna sprawa.

Moja starsza siostra - Iwonka, od 18- go roku życia, ciągle jeździła po lekarzach z powodu jakichś nieokreślonych zaburzeń hormonalnych, mówiono jej, że najprawdopodobniej, nigdy nie zajdzie w ciążę. Tata napisał mi, że razem z Mamą, obwiniają się o to, że może to kara Boża, wyjaśniłam, że na pewno nie... A gdy adoptowałam 6-ste dzieciątko, nagle przyszła mi myśl, że Iwonka moja siostra (ma 33 lata, kilka lat mężatką) zajdzie w ciąże, bo Bóg jest hojniejszy od człowieka. I rzeczywiście, 3 tygodnie później zatelefonowała, że zostałam ciocią. Przebieg ciąży był trudny i mogła nie donosić, ale Marysia urodziła się 7 maja b. r. Ogromna radość, pierwsza wnuczka, rodzice zostali dziadkami.

Chciałam Wam o tym napisać, bo miałam takie pragnienie, by się z kimś tym podzielić, a nie bardzo mogę o tym z innymi rozmawiać - jestem zakonnicą klauzurową.

Mam radość, że mam jeszcze kogoś - zawsze czułam, że brakuje mi jeszcze jednego brata, więc mam Braciszka. I choć nie mogłam Go nigdy poznać, wiem, że modli się za nas, że przebaczył rodzicom, że jest jakoś z nami obecny. Wierzę, że jest w Niebie, bo cóż on winien, a jeśli przebaczył taką krzywdę..., to czyż nie jest Święty...

" Wszystko co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach Mego Miłosierdzia głębiej, niż dziecko w łonie (sercu) matki" - Jezus - z Dzienniczka s. Faustyny.

Z wdzięcznością siostra Anna

Jeśli jesteś w stanie błogosławionym i szukasz wsparcia, możesz zadzwonić pod następujące numery telefonów:
Telefon nadziei - 0800 112 800 (bezpłatny, pn.-pt. w godz. 15.00-7.00, pozostałe dni - całą dobę)
Jasnogórski Telefon Zaufania - 034 365 22 55 (w godz. 20.00-24.00) Kontakt z Webmasterem: mi3@neostrada.pl