RN nr 6/2006 Piotr Jan Paweł Maria   autor: Franciszka

Miłość jest o wiele bardziej twórcza niż zamknięcie się w samym sobie czy cierpienie w samotności i zmartwieniu.

Od kiedy dowiedzieliśmy się o niebezpiecznym niedorozwoju nerek naszego nie narodzonego dziecka, złożyliśmy wszystko w ręce Maryi. Podzieliłam się tym cierpieniem z innymi, prosząc o modlitwę. Czułam się niegodna tego wielkiego planu, jakim Bóg mnie obdarzył. Pokochałam to dziecko we mnie, mimo że nie wiedziałam jeszcze, czy będzie to chłopczyk czy dziewczynka. Kochałam je za tę zadziwiającą odwagę i chęć przyjścia na świat. Lekarz przygotował nas na przedwczesną śmierć "płodu". Mówił o nim jako o dziecku nieuleczalnie chorym.

Kochałam je przez te 11 godzin życia i również teraz, gdy jest już w niebie i opiekuje się nami. Od początku ciąży prosiłam Maryję, by Ona sama wzięła to moje dziecko do siebie. Ponieważ Ona rozumie ziemską miłość i wie, jak to jest, gdy się kocha swoje dziecko ponad wszystko. Ale jaka miłość ziemska może się równać Jej miłości do Jezusa? Maryja rzeczywiście zabrała moje dziecko do siebie, dając mi w zamian pokój i pogodę ducha, które mogą tylko z nieba pochodzić...

Podczas Wielkiego Postu, szczególnie w Wielką Sobotę, przeżyłam z Mamą niebieską wielki ból ofiarowania własnego dziecka, ból, jaki przeżywa człowiek nie mogąc zachować dziecka dla siebie, by wzrastało, by je wychować... Prosiłam w cierpieniu: "Niech mnie ominie ten kielich". A później: "Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie". Bolesne było też złożenie jego ciała do grobu. Lecz przyszła również pewność Zmartwychwstania nowego życia w niebie przez niepokalane ręce Maryi. Ona i ja jesteśmy szczęśliwymi rodzicami. Jest to dla nas łaska przeobfita!

Gdy Piotr Jan Paweł Maria urodził się 8 czerwca, zaraz został ochrzczony. Data nie była przypadkowa. W tym dniu w 1899 r. św. Gemma Galgani otrzymała stygmaty. Ta święta czuwała nade mną podczas ciąży. Także ona wiele cierpiała. Jak wiele cudów widziałam w tym czasie i jak wiele łask spłynęło na naszą rodzinę. Tyle modlitwy i okazji spotkania z Jezusem i Maryją. Wraz z mężem nauczyliśmy się zwracać uwagę i doceniać drobne rzeczy. Dotychczas przechodziliśmy nad nimi obojętnie do porządku dziennego. Teraz dostrzegamy wzrokiem wiary małe i wielkie cuda wokół nas: uśmiech dziecka, uścisk bliskiej osoby... Ileż razy sądzimy, że wszystko, co mamy, jest nasze. A później, jeśli nasze plany rozmijają się z Bożymi, zamykamy się w nas samych, stajemy się egoistami, przestajemy kochać, cierpimy i ranimy innych...

Wieczorem, gdy umarł nasz syn Piotr, modliłam się, aby zatriumfowało życie. Bóg mnie wysłuchał. Odczułam w sercu, że to życie nie jest bezowocne ani niepotrzebne w Bożym planie. "Wszystkie włosy na waszej głowie są policzone!" Wiem, że każde życie jest ważne w oczach Boga. Wiele osób, aby mnie pocieszyć po śmierci Piotra, mówiło: "Lepiej tak, niż miałoby mu się coś przytrafić, jak by miał 4-6 lat". Zupełnie jakby te lata znaczyły więcej niż 11 godzin, które Bóg mu dał.

Niesamowite, jak serce matki może kochać, tak od razu. Piotr jest moim synem, jedynym w swoim rodzaju. Cała ta relacja, jaką mamy do siebie, jest niezastąpiona i nie przeszkadza w zaakceptowaniu planów Bożych. To prawda, że nie mogłam go trzymać w swoich rękach i przytulić do serca, ale zrobiła to za mnie Maryja. Ona przyjęła dokładnie moje modlitwy.

Dzięki Ci, Panie, że przez swoje stworzenia czynisz cuda, które opowiadają o Twoim pięknie i dobroci, a w ten sposób napełniają serca podziwem.

Jeśli jesteś w stanie błogosławionym i szukasz wsparcia, możesz zadzwonić pod następujące numery telefonów:
Telefon nadziei - 0800 112 800 (bezpłatny, pn.-pt. w godz. 15.00-7.00, pozostałe dni - całą dobę)
Jasnogórski Telefon Zaufania - 034 365 22 55 (w godz. 20.00-24.00) Kontakt z Webmasterem: mi3@neostrada.pl